Draco przemierzał szkolne korytarze kierując się wprost do lochów. Nie skręcił jednak w prawo do dormitorium Slytherinu, ale w lewo - do pracowni Eliksirów. Mimo iż normalnie tego nie robił, zapukał w mahoniowe drzwi, a gdy usłyszał, krótkie: - Wejść! - otworzył je.
- Dory wieczór Panie Profesorze! - nie mówił tak od drugiej klasy do nikogo, tylko do mężczyzny o czarnych tłustych włosach.
- Draco? Co cię do mnie sprowadza? - spytał z przekąsem.
- Potrzebuję Pańskich... zdolności - odpowiedział lekko zmieszany.
- A jakiż to zdolności potrzebujesz?
- Legilimencji. - nie miał czasu na owijanie w bawełnę. Zresztą to nie było w jego stylu. Mężczyzna spojrzał na niego zdziwiony.
- Nie jesteś gotowy. - na powrót zagłębił się w papierach na swoim biurku.
- Nie chodzi o Czarnego Pana - chłopak ściszył głos. - Chcę znaleźć wspomnienie... ktoś rzucił na mnie zaklęcie Obliviate i ... zapomniałem o czymś ważnym.
Mistrz Eliksirów znów zainteresował się słowami chłopca.
- A cóż to takiego... ważnego?
Draco zarumienił się. Właściwie nigdy tego nie robił. Zawsze kreował swój wizerunek cynicznego twardziela, ale teraz nie potrafił ukryć tego, że ta dziewczyna go fascynuje i jest dla niego na swój sposób ważna. Właśnie dlatego postanowił opowiedzieć o wszystkim nauczycielowi.
- Od dłuższego czasu śni mi się pewna dziewczyna. Wiem, że jest z jakiegoś powodu ważna. Ktoś jednak wymazał mi wspomnienie o niej. Chcę, żeby Pan używając Legilimencji odnalazł to wspomnienie. Ja... Proszę. - to słowo wydało się mu dziwnie obce. Nigdy o nic nie prosił. Ale teraz była to sprawa życia lub śmierci, więc postanowił schować swoją maskę w kieszeń i zrobić wszystko by poznać prawdę.
Mężczyzna całkowicie porzucił swoją pracę.
- Dziewczyna?! Nie będę tracił czasu na jakieś miłostki! Nie zawracaj mi głowy! Jak ty się zachowujesz?! Jesteś dziedzicem rodu Malfoyów, zostałeś wybrany przez Czarnego Pana, a tobie jakieś problemy sercowe w głowie?! Wynoś się!
- Ale ona może być ważna dla Czarnego Pana! Czuję, że ona jest ważna! - próbował się bronić Draco.
- Dobrze więc. - Severus Snape zrobił się niespodziewanie spokojny. - Zacznijmy od razu, nie chcę tracić czasu. Zobaczmy te twoje sny. - ostatnie słowa wypowiedział z nieskrywanym rozbawieniem.
Nauczyciel wstał. Jednym ruchem różdżką posprzątał papiery z biurka.
- Zacznijmy od razu, bo nie mam czasu. - warknął, po czym bez ostrzeżenia wycelował magicznym przedmiotem prosto w chłopca. Draco zobaczył błękitny błysk, a następnie poczuł okropny ból całego ciała. Niemal taki, jakby ktoś stosował na nim Cruciatusa. Mimo iż próbował się powstrzymać, wydał z siebie niekontrolowany wrzask. Nagle wszystko jakby się rozjaśniło, a przed oczami stanęły mu obrazy z jego snów. Znów zobaczył rudowłosą dziewczynę, uśmiechającą się do niego i wypowiadającą jego imię. Wtem wszystko skończyło się tak szybko jak się zaczęło. Kiedy otworzył oczy, zobaczył nauczyciela. Mężczyzna stał pod ścianą, miał wybałuszone oczy i bardzo szybko oddychał. Draco patrzył na niego z przerażeniem. W końcu wykrztusił z siebie:
- Panie Profesorze?
Wtedy Snape rzucił się na niego. Było to tak niespodziewane, że blondyn nie zdążył się nawet obronić. Mroczny nauczyciel złapał go za gardło i zaczął przyduszać do ściany. Przysunął jego twarz tak blisko niego, że chłopak poczuł się niezręcznie.
- Wynoś się stąd! Nie chcę cię widzieć! - wysyczał dusiciel. A potem niemal siłą wyrzucił Draco za drzwi. Jeszcze przez chwilę stał w jednym miejscu w osłupieniu. Dlaczego mężczyzna tak się wkurzył? Coś musiało się za tym kryć, jednak na razie wolał nie dociekać co. Postanowił zrobić jedyną rzecz jaka mu pozostała choć wcale nie był zachwycony tym pomysłem. Postanowił odwiedzić dyrektora i to jego poprosić o pomoc. Już na samą myśl robiło mu się słabo, ale teraz odkrycie prawdy stało się dla niego nie tylko zagadką do rozwikłania, ale misją.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz