Draco patrzył w niesamowite oczy jak zahipnotyzowany. Nie wiedział ile czasu stał wpatrzony w jeden punkt. Niezręczną sytuację przerwał dopiero właściciel owych niesamowitych oczu.
- Mhm... Malfoy mógłbyś się przesunąć z łaski swojej? Tak cię zatkało na mój widok?
- Co? - spytał zmieszany chłopak. Dopiero teraz spojrzał na całą twarz postaci. Ze zdziwieniem i zgrozą stwierdził, że przed nim stoi jego odwieczny wróg, Potter.
- Powiedziałem, rusz zadek!
Nie mogąc wyjść z szoku i zdobyć się na jakąś ciętą ripostę, Draco po prostu wykonał polecenie co dodatkowo go zaskoczyło. Co się dzisiaj z nim dzieje? Może powinien pójść do skrzydła szpitalnego, albo od razu odwiedzić Św. Munga. Teraz jednak postanowił iść na lekcje co i tak nie zdarzało mu się zbyt często. W klasie jak zwykle panował zgiełk. Puchoni rozmawiali jak zawsze za głośno i ze wszystkimi, a Ślizgoni próbowali zmienić tablicę w krokodyla wydając przy tym piski i wrzaski. Draco usiadł w jednej z ostatnich ławek. Nawet nie zauważył, że zasiadł w rzędzie opanowanym przez wychowanków Hufflepufu. Nie zauważył również ich zaskoczonych min oraz tego, że w tym momencie hałas przycichł z powodu ogólnego zdziwienia. Nagle ktoś cicho i niepewnie wyskrzeczał:
- Draco? Hej, co on robi?
Ale ów "ktoś" nie doczekał się odpowiedzi, a jedynie paru krótkich "Ciiii!". Jednak ta chwila dezorientacji sprawiła, że chłopak ocknął się i przybrał swoją zwykłą minę cynika. Następnie wstał i wymaszerował z klasy śmiejąc się tak jak tylko on potrafił. Chociaż przez chwilę chciał zachować pozory, że wszystko jest normalnie.
Po wyjściu z klasy Draco skierował się wprost do dormitorium. Wiedział, że i tak do niczego się tego dnia nie nada. Postanowił pójść porozmyślać i (być może) znaleźć odpowiedzi na parę pytań. Kiedy usiadł na swoim łóżku poczuł się bardzo senny. Niemal od razu wpadł w objęcia Morfeusza nie zdążywszy nawet zdjąć butów.
Wiatr przyjemnie buszował w jego blond kosmykach i gładził jego policzki. Wysoka trawa miło łaskotała jego dłonie i gołe łydki. Wszędzie wokoło panowała cisza i spokój. Nagle gdzieś zza swoich pleców usłyszał delikatny i miękki kobiecy głos.
- Draco!
Odwrócił się. Jego twarz rozjaśnił uśmiech. Jak zawsze siedziała na ziemi głaszcząc czarnopiórą papugę. Rude loki plątał wiatr. Teraz podniosła na niego wzrok. Uśmiechała się. Nagle wszystko zaszła czarna mgła. Wszystko przebiegało tak jak za każdym razem. Prawie... Dziewczyna niespodziewanie się podniosła. Jej uśmiech zniknął. Zniknęły również loki, zamiast nich pojawiła się czarna i potargana czupryna. Na oczach pojawiły się okrągłe okulary, a na czole blizna w kształcie błyskawicy. Głos nie był już umiłowanym nawoływaniem, teraz był oskarżycielskim okrzykiem:
- Draco! Draco! MALFOY!
Dziewczyny już nie było. Przed chłopakiem stał teraz jego największy wróg - Harry Potter.
Wtem Draco się obudził. Wszystko zniknęło. Jego ciało oblał pot. Czy to możliwe by teraz śnił o Potterze? Na samą myśl było mu niedobrze. To obrzydliwe. Przecież nie był jakimś pieprzonym gejem. To wszystko stawało się coraz dziwniejsze i bardziej zagmatwane. Musiał znaleźć odpowiedzi. Co oznaczają te sny? I dlaczego Harry ma jej oczy? Kim jest dziewczyna ze snów?
Postanowił iść do skrzydła szpitalnego. Liczył, że jest po prostu niewyspany, a może nawet chory.
Kiedy wszedł do białej sali ze szpitalnymi łóżkami, od razu uderzył go zapach ziół i lekarstw. Nie lubił tego miejsca i rzadko tu przychodził. Kiedy coś mu dolegało, na ogół sam umiał się wyleczyć, ale teraz czuł, że potrzebuje pomocy kogoś z wykształceniem medycznym. Pani Pomfrey niemal od razu do niego podeszła.
- Panicz Malfoy? Czego Panu trzeba? Czy coś się stało?
Pytania pielęgniarki zawsze sprawiały, że się denerwował. Nie kurcze, nic się nie stało, tylko tak sobie przyszedł. Zaczynał się czuć coraz gorzej i już rozważał czy nie wrócić jednak do dormitorium i nie spróbować samemu jakoś poradzić sobie ze swoim problemem. Jednak kobieta chyba wyczuła jego zdenerwowanie i bez słowa posadziła go na jednym z łóżek.
- Manie Malfoy, co Panu dolega?
Nie wiedział co odpowiedzieć. Fizycznie nic mu nie było, a wstydził się przyznać do swoich snów. W końcu powiedział:
- Nic mi nie jest. Po prostu nie mogę spać.
Kobieta spojrzała na niego ze zrozumieniem. Następnie wyszła na zaplecze, a po chwili wróciła z ciemnozieloną fiolką w dłoni. Podała mu ją.
- Jedna kropla tuż przed snem.
Skinieniem głowy dała Draco znać, że kurację uważa za zakończoną. Chłopak wstał. Nie czuł się lepiej, ale sam również nie wiedział czego innego oczekiwał, więc nic nie powiedział i wyszedł. A przynajmniej chciał wyjść. Zamiast tego wpadł na dyrektora. Dumbledore obrzucił go przenikliwym spojrzeniem.
- Dzień dobry Panie Malfoy. Proszę uważać.
Nic nie odpowiedział. Zamiast tego wyminął staruszka i ruszył korytarzem w stronę lochów.
- Panie Malfoy! - usłyszał za sobą krzyk. Odwrócił się. - Zaklęcie Obliviate nie jest tak trudne do zdjęcia, żeby trzeba było zawracać głowę Pani Pomfrey.
Następnie uśmiechnął się i poszedł w swoją stronę. Draco przez chwilę stał jak wryty. Zaklęcie Obliviate? A więc to dlatego nic nie pamięta? Ale skąd on to wie? Pytań zaczynało być coraz więcej, ale teraz już wiedział co robić. A przynajmniej częściowo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz