piątek, 1 lipca 2016

Rozdział III - Legilimencja cz.2

   Kiedy profesor Dumbledore usłyszał pukanie do drzwi swojego gabinetu, właśnie nalewał herbaty. Wiedział kto stoi po drugiej stronie, dlatego nie zadawał sobie trudu by się odzywać, ale po prostu czekał aż jego uczeń sam wejdzie. Zgodnie z jego przewidywaniami drzwi niebawem się otworzyły, a do pomieszczenia jak burza wpadł Draco Malfoy.
- Dzień dobry Draco. Co cię do mnie sprowadza?- choć znał odpowiedź na to pytanie to i tak postanowił je zadać. Lubił dawać innym poczucie, że może jednak nie wie o nich więcej niż oni sami.
- Potrzebuję, żebyś użył na mnie magii a konkretnie Legilimencji. - chłopak najwyraźniej zamierzał się streszczać.
- Tak, wiem.  Wiem również dlaczego. I znam odpowiedzi na dręczące cię pytania.
   Chłopak zdębiał. Więc starzec o wszystkim wiedział, znał odpowiedzi i nic mu nie powiedział. Czuł narastającą w nim mieszankę gniewu i zaskoczenia. Jednak mężczyzna uprzedził jego pytania:
- Tak Draco, znam odpowiedzi, ale chyba nie myślałeś, że tak po prostu ci je zdradzę. Chcę, żebyś sam doszedł do wszystkiego. Wykorzystamy Legilimencję, ale nie tylko. Zaczniemy od Myślodsiewni.
To mówiąc mężczyzna wstał od biurka, przy którym siedział i podszedł do jednej ze ścian. Wyciągnął przed siebie różdżkę. Znikąd pojawiła się ogromna czara wypełniona płynem. Draco nigdy wcześniej nie widział Myślodsiewni. Był zaskoczony, ale i w pewnym stopniu szczęśliwy. Niewielu mogło to zobaczyć. To był zaszczyt, którego on jako jeden z nielicznych właśnie dostąpił.
- Podejdź chłopcze.
Draco spełnił polecenie. Powoli zbliżył się do naczynia. Dyrektor wyjął ze szklanej szafki jedną z wielu fiolek i wlał jej zawartość do czary. Szybko się rozpłynęła, a chłopak, za namową profesora, włożył głowę do środka. Za pomocą magii przeniósł się do miejsca dobrze mu znanego. Nawet nie zauważył, że z podekscytowania zaczął mówić do siebie nagłos:
- To Hogwart, tylko, że kiedyś... zaraz, zaraz... - zwęził oczy. Na końcu korytarza dostrzegł jakby znajomą postać, a właściwie dwie, dwie znajome postacie.
- Severusie, czemu jesteś taki smutny? Nie przejmuj się tym idiotą... - mówiła rudowłosa piegowata dziewczyna do idącego obok niej mrocznego chłopaka. Draco, wiedział już kim jest czarnowłosy, ale zdziwiło go, że rozmawiał z pięknością z jego snów. Chociaż... Nie wyglądała dokładnie tak samo. Ta miała inną fryzurę i trochę inną twarz, ale oczy były te same.
- Nie przejmuję się Lily. Nie traktuj mnie jak dziecka. - Teraz blondyn znał już tożsamość obojga rozmówców. Jednak ci zaczęli się od niego oddalać idąc długim korytarzem. Podążył za nimi. Niebawem znaleźli się na błoniach. Severus siedział pod drzewem, z dala od wszystkich. Na jego kolanach leżała ruda głowa, którą chłopak delikatnie gładził. Widać było, że są w sobie zakochani. Nagle czarnowłosy pochylił się i delikatnie pocałował usta dziewczyny, potem coraz bardziej się w nich zatapiał. Nagle wszystko zniknęło.
   Draco wyciągnął głowę z naczynia. Więc profesor eliksirów i matka jego wroga byli kiedyś razem? Miał już pewną hipotezę, ale była ona tak odważna i nieprawdopodobna, że postanowił na razie o niej zapomnieć.