wtorek, 28 czerwca 2016

Prolog - Oczy ze snów

   Znowu mu się śniła... Miała te swoje rude loki, różowe policzki, dodające uroku piegi i tak mu dobrze znane oczy. Tak jak zawsze śmiała się kiedy polny wiatr rozwiewał jej włosy. Na jej ramieniu siedziała czarna papuga, która w chłopcu zawsze rozpalała dziwny niepokój, a dla dziewczyny była najlepszym towarzyszem codziennych zajęć. Mógłby tak patrzeć na nią godzinami. Nagle wiatr zaczął wiać mocniej, a niebo przysłoniły czarne chmury. W jednej chwili uśmiech zastąpił wyraz przerażenia. Rudowłosa odwróciła się z impetem. Czarna papuga odleciała. Wszystko zaczął spowijać mrok. Dziewczyna rzuciła mu ostatnie przerażone spojrzenie. - Draco!- krzyknęła i wyciągnęła do niego ręce w ostatnim geście rozpaczy. Jednak on tak jak zawsze, nie mógł nic zrobić. Wszystko zniknęło przysłonięte czarną mgłą, ale jemu w uszach wciąż pobrzmiewał echem krzyk - Draco! Draco! Draco!
   Wtem słowa stały się jakby bliższe, bardziej wyraziste. - Draco! - to ostatnie sprawiło, że aż usiadł. Tak, usiadł na swoim łóżku w Hogwarcie  uderzając głową o coś twardego. Odpowiedzią na uderzenie był silny ból w czaszce i okrzyk: Aua!. Owym twardym "czymś" była głowa jego najlepszego przyjaciela Blaisa, który jak co dzień przyszedł go obudzić. Może wydawać się komuś dziwnym, że kolega przychodzi do 16-latka żeby go obudzić, ale Draco był do tego przyzwyczajony. Nie potrafił obudzić się sam, a w domu budziła go służba lub matka. W szkole więc również nie ulegało to zmianie, a ponieważ jego przyjacielowi to nie przeszkadzało...
   Rozbudzony uderzeniem chłopak szybko umył się i ubrał. Pora śniadania nadeszła szybciej niż się spodziewał. Postanowił więc zejść do Wielkiej Sali i sprawdzić co takiego serwuje dziś jego "ukochana" szkoła. Właśnie schodził po schodach kiedy niczym bat zaczęły w niego uderzać obrazy. Nie mógł się opędzić od widma przepięknych oczu, piegów, loków, wiatru, papugi, czarnej mgły...
    Nie zważając na wszystko Draco wbiegł do sali i szybko usiadł na swoim miejscu i od razu się zamyślił. Był pewien, że skądś znał tę dziewczynę i czuł, że nie śniła mu się ona bez powodu. I te oczy... tak dziwnie znajome. Z zadumy wyrwało go szturchanie w ramię. Uczniowie już skończyli śniadanie i teraz taranując innych biegli na zajęcia. Draco postanowił zrobić to samo - stracił apetyt przez te ciągłe rozmyślania. Przymulony powlókł się na transmutację.
   Wchodząc do sali wiedział, że jest już spóźniony. Nie przejmował się jednak specjalnie. Tę lekcję mieli mieć z Hufflepufem, co oznaczało, że nikt nie będzie miał mu za złe... a zresztą co go to obchodziło. Miał gdzieś czy ktoś przejmie się jego niepunktualnością czy nie. Kiedy wychodził zza zakrętu niespodziewanie ktoś wpadł na niego z impetem. Odrzut był tak silny, że Draco spadła z ramienia torba z podręcznikami. Narobiło to ogromnego hałasu i zamieszania, przez co chłopak nawet nie zauważył kto był sprawcą zajścia. Jednak zdążył na chwilę uchwycić spojrzenie postaci. Znieruchomiał na sam widok tych oczu. To były te oczy. Oczy dziewczyny ze snów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz